1. „Serwus, panie Chief!”

Nie zawsze przecież bywa sztorm,
Nie co dzień bywa mgła,
Morze przestrzega dobrych form
I tworzy piękne tła.

Lecz wszystko jedno, sztorm czy sztil,
Na statku burza trwa –
To grzmi w maszynie groźny Chief,
Na nerwach wszystkich gra.

Serwus, Panie Chief, serwus Panie Chief,
Co się stało, że Pan nie klnie dzisiaj?
Hello, Panie Chief, czego to jest wpływ,
Skąd ta zmiana, skąd ten nagły dryf?

Inaczej biega dziś agregat,
Po prostu jak sam Foik
I pompie też nic nie dolega,
Wodę mam Chief – ahoj!

Od masztów aż do zęz
Tajemnicy sens
Zna już statek, no bo radio zdradził,
Że odebrał szyfr
– ojcem został Chief,
Mama zdrowa, no i chłopcy trzej […]

 

Choć może to złośliwie brzmi,
Matrosów śpiewa chór,
Wołamy „brawo!”, wołamy „bis!”
I dla odmiany… cór! […]

Od masztów aż do zęz
Tajemnicy sens
Zna już statek, no bo radio zdradził,
Że odebrał szyfr:
Znowu ojcem Chief,
Mama zdrowa, a dziewczynek pięć!

To jest piosenka, której tekst stanowi doskonały przykład tego, że chociaż występuje w nim sporo określeń niezrozumiałych już wtedy, gdy piosenka zyskała popularność (śpiewały ją w latach 60. „Filipinki”), to sens przekazu jest jasny, a i humorystyczny aspekt dobrze wyczuwalny.

Niezrozumiałe słowa tej piosenki to dość liczne określenia specjalistyczne z zakresu żeglugi morskiej, a także odniesienia do realiów lat 60. XX wieku.

Zacznijmy od profesjonalizmów marynarskich. Takim jest tytułowy Chief. Wiadomo, Chief to szef. Ale czego? Na statku– jak informują źródła – są dwie funkcje tak nazywane: 1) starszy (albo: pierwszy) oficer na pokładzie, przełożony załogi 2) inżynier główny w dziale maszynowym. O którym Chiefie śpiewa się w piosence? Wyjaśnia to wers: „To grzmi w maszynie groźny Chief”; czyli chodzi o głównego inżyniera statku. W tym samym wersie jest jeszcze profesjonalizm: maszyna to marynarska nazwa maszynowni na statku. Zresztą profesjonalizmy są tu jeszcze dwa: radio („no bo radio zdradził”) to okrętowy radiooperator. Ahoj – to marynarskie i żeglarskie pozdrowienie. Oprócz tego mamy tu terminy żeglarskie i marynarskie: sztil, inaczej flauta (to chyba częstsze określenie), czyli bezwietrzna pogoda na morzu; dryf, czyli znoszenie statku z kursu (tu zaś przenośnie – zmiana nastroju chiefa); zęsa – najniższe miejsce wewnątrz kadłuba statku i, w pewnym sensie, także agregat – prądownica, agregat prądotwórczy na statku.

Te wszystkie wyrazy były zapewne niezrozumiałe albo nie do końca zrozumiałe także dla wielu słuchaczy tej piosenki w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Dla słuchaczy współczesnych, zwłaszcza młodszych, niejasne jest też zapewne porównanie, że agregat biega „jak sam Foik”. Tylko osoby starszego pokolenia pamiętają bowiem doskonałego polskiego sprintera Mariana Foika (1933 – 2005), specjalistę w biegach na 100 i 200 metrów. W tej drugiej konkurencji był czwarty na olimpiadzie w Rzymie, a w sztafecie 4×100 metrów w Tokio zdobył z kolegami srebrny medal. To były naprawdę wielkie osiągnięcia. A piosenka została napisana dwa lata po olimpiadzie w Tokio, więc sukcesy Foika były wtedy dobrze pamiętane. Notabene nazwisko to czytało się dwusylabowo: Fo-ik; w tekście piosenki ze względu na rytm i rym jest ono śpiewane jako jednosylabowe („Fojk”), co może dodatkowo mylić współczesnych słuchaczy.

Chyba mało zrozumiałe jest dziś słowo matros, czyli po rosyjsku ‘marynarz’, występujące w jednej z dalszych zwrotek piosenki. W latach 60. język rosyjski był obowiązkowo nauczany w szkołach, a określenie matros, nieco humorystyczne, było częste na Wybrzeżu.

Wreszcie może nie niezrozumiałe, ale na pewno przestarzałe, jest tytułowe pozdrowienie ze słowem serwus. O ile pamiętam, to już w latach 60. XX wieku młodsi ludzie tak do siebie nie mówili, a radiowotrójkowe „serwus, jestem nerwus” było humorystyczną stylizacją.

Jak to się więc dzieje, że tekst naszpikowany określeniami fachowymi i zawodowymi był – i jest do dziś – odbierany dobrze, a jego sens jest jasny? To chyba zasługa humorystycznego rozwiązania zagadki dobrego humoru chiefa, które jest wyłożone w dwóch fragmentach piosenki i zgrabnie przedstawione przez autora tekstu. Bo o autorze trzeba koniecznie powiedzieć kilka słów. Z tekstu można się domyślić, że był to ktoś dobrze znający słownictwo marynarskie, a jednocześnie obeznany z rozrywką. I tak istotnie jest. Jan Gosk (1915 – 2008) był kapitanem Marynarki Wojennej, a po wojnie związał się z trójmiejskim radiem i teatrem. I tylko taka osoba mogła napisać tak nośny tekst. Serwus, panie Janie!