Dawnych wspomnień czar – 16. Ragazzo da Napoli
Ragazzo da Napoli zajechał Mirafiori –
Na sam trotuar wjechał kołami.
Nosem prezent poczułaś – już taka jesteś czuła,
Że pomyślałaś o nim: „bel ami…”
On ciemny był na twarzy, a prezent ci się marzył –
Za dziesięć centów torba w Peweksie…
Ty miałaś cztery złote, on proponował hotel
I nie musiałaś zameldować się.
Ty z nim poszłaś w ciemno, damo bez matury…
Koza ma prezencję lepszą niźli ty…
Czemu smutną minę masz i wzrok ponury?
Ciao, bambina – spadaj mała – tam są drzwi.
On miał w kieszeni paszport – sprawdziłaś, a więc znasz to,
Lecz on nie sprawdził, ile ty masz lat…
On mówił „bella bionda!” – a popatrz, jak wyglądasz…
Te włosy masz jak len, co w błoto wpadł…
Jak w oczy spojrzysz teraz swojego prezentera,
Co dyskotekę robi i ma styl?
Straciłaś fatyganta – chciał kupić ci trabanta…
Czy warto było za tych parę chwil?
Twój ragazzo Forda Capri ci nie kupi,
„Buona notte!” – pewnie też nie powie ci…
Jeszcze wierzysz, że dla ciebie śpiewa Drupi…
Ciao, bambina – spadaj mała – tam są drzwi.
Poznałaś Europę, więc nie mów do mnie „kotek” –
Ja nie wiem, co Volkswagen, a co Ford,
Nie jestem tak bogaty, nie wezmę cię do chaty,
I przestań mnie nazywać „my sweet lord”.
Ty nie będziesz moją Julią Capuletti –
Inny wszak, niż ja, Romeo ci się śni…
W żadnym calu nie wyglądam jak spaghetti…
Ciao, bambina – spadaj mała – tam są drzwi.
Gdy ci pizzę stawiał, rzekł: „Prego mangiare” –
To pamiętać będziesz po kres swoich dni,
Tęskniąc za nim jak złotówka za dolarem…
Ciao, bambina – spadaj mała – tam są drzwi!
Ta satyryczna, ale i gorzka, piosenka napisana do melodii włoskiego przeboju „Provincia”, śpiewanego przez bardzo popularnego wówczas w Polsce włoskiego piosenkarza Drupiego, zawiera kilka wyrazów i wyrażeń z języka włoskiego. Większość z nich jest dobrze znana i chyba rozumiana przez Polaków, ale na wszelki wypadek przypomnijmy ich znaczenie. Ragazzo da Napoli to ‘chłopak z Neapolu’, bella bionda – ‘piękna blondyna’, ciao, bambina – ‘cześć, dziewczyno’, buona notte – ‘dobranoc’. Trochę mniej znany może być zwrot prego, mangiare będący zachętą do jedzenia – ‘proszę, jedz’ (dosłownie: ‘proszę jeść’), bo i nie jest on, o ile wiem, standardowym powiedzeniem w Italii.
Można się zastanawiać, dlaczego w piosence ironicznie porównuje się bohaterkę do kozy (koza ma prezencję lepszą niżli ty). Otóż wydaje się, że jest to nawiązanie do często używanego w języku włoskim słowa cosa ‘rzecz, coś’, także w połączeniach che cosa ‘co’, qualche cosa ‘coś’, ogni cosa ‘wszystko’. Polak, słysząc to włoskie słowo, kojarzy je dźwiękowo z polskim wyrazem koza. I stąd chyba pojawia się ono w piosence.
Odwołanie do spaghetti jest przykładem przywołania nazwy, która dla Polaka była wówczas ogólną nazwą włoskiego makaronu. Tymczasem dla Włocha spaghetti to jeden z kilkunastu (jeśli nie kilkudziesięciu!) rodzajów makaronu, a nazwą ogólną jest (jak dziś już coraz częściej wie się i u nas) – pasta.
Mamy też tu cytaty z innych języków. Francuskie jest określenie: bel ami – ‘kochanek, ulubieniec kobiet’. Ponieważ wyrażenie to jest włożone w usta bohaterki, można przypuszczać, że dziewczynie poznany chłopak skojarzył się z bohaterem telewizyjnego brytyjskiego serialu „Bel Ami” z roku 1971, wyświetlanego też w TVP, o francuskim playboyu z końca XIX wieku.
Brytyjskim odniesieniem w tej na poły włoskiej piosence jest fraza my sweet lord. To tytuł piosenki George’a Harrisona, zresztą o treści zupełnie innej niż sugeruje dziewczyna w opisywanej tu piosence (u Harrisona jest to zwrot do Boga).
Jasne są odwołania do bohaterów Szekspira – Julii Capuletti i Romea (Montekiego).
Pewnie trzeba już dziś przypomnieć, co to był Pewex. „Przedsiębiorstwo Wewnętrznego Eksportu” to był taki dziwny państwowy twór PRL-u, sieć sklepów, w których za waluty wymienialne oraz tak zwane bony peweksowskie, na które państwo wymieniało prawdziwe waluty zachodnie, okradając de facto z nich obywateli. Można w nich było dostać takie luksusowe w Polsce Ludowej towary, jak dżinsy, kawa, drogie alkohole, kosmetyki, a nawet polska szynka w puszce „Krakus”. Wszystko po to, żeby ściągnąć od ludzi waluty kapitalistyczne, których rządzącym zawsze brakowało. I te towary były pakowane w plastikowe torby za 10 centów – takie, o której marzyła dziewczyna z piosenki.
Z tym Peweksem łączy się też ironiczna uwaga o tęsknocie złotówki za dolarem. Istotnie ta waluta była symbolem zachodniego świata i miała swoją wartość. Oficjalny kurs był chyba taki, że 1 dolar około roku 1980 (piosenka pochodzi z roku 1979) to było 30 złotych, ale w rzeczywistości (na czarnym rynku) za dolara płaciło się 90 – 120 złotych (za bon dolarowy trochę mniej).
Jeszcze jedno słowo wymaga tu wyjaśnienia: fatygant. To przestarzałe, a może nawet już dawne określenie mężczyzny ubiegającego się o względy kobiety. A jeszcze dawniej, jak informuje słownik języka polskiego z początków XX wieku, słowo to znaczyło „mężczyzna na utrzymaniu kobiet”. No, ale nie o takie znaczenie z pewnością tu chodzi.
Może, na wszelki wypadek, przypomnę jeszcze, że trotuar to przestarzała nazwa ulicznego chodnika. A wyraz ten zapożyczyliśmy z języka francuskiego, tak samo jak omówiony wyżej rzeczownik fatygant.
Nie trzeba chyba objaśniać wymienionych w piosence nazw aż pięciu marek samochodów – (Fiat) Mirafiori, Ford, Ford Capri, Volkswagen, Trabant, co chyba świadczy o tym, jak cenne było wówczas w Polsce posiadanie tego środka lokomocji.
Tak więc ta ironiczna, ale przede wszystkim gorzka piosenka opisuje kilka smutnych realiów z końcowych lat PRL-u i używa do tego (dla większego kontrastu) określeń z „zachodnich” języków obcych.
A jedno i drugie wymaga już dziś objaśnienia.
Leave a comment