Zabiorę Ciebie kiedyś właśnie tam,
Samolot miękko zejdzie w dół.
I miasto jak muzyczny supersam,
Zbudzi sześć śpiących strun.

Taksówką żółtą, tak jak China Town,
Ruszymy tłumiąc pożar serc.
W muzykę, która nie zna prawd i kłamstw,
Ale jest, ciągle jest.

Nie wszyscy wielcy już przestali grać,
Choć powiał wiatr pogodą dla bogaczy.
Złe czarne fortepiany nie chcą spać,
Żyje w nich stary blues.

Na Tin Pan Alley w sklepach dobre dni,
Ulicznym grajkom znów się tutaj płaci.
Głośniki dudnią przez otwarte drzwi,
Szybciej im bije puls.
[…]
W witrynach nuty z pięćdziesiątych lat,
Okładki lekko zdartych płyt.
Muzyka, którą zawsze kochał świat,
Dobrych firm – znany szyld.

Co z tego weźmiesz, to już twoja rzecz,
Taksówka wróci z piskiem kół.
I znów lotnisko – lot 55,
Jeszcze raz – patrzysz w dół.
[…]
To jedna z najbardziej tajemniczych piosenek. Żeby zrozumieć jej treść, trzeba znać pewien fragment historii muzyki rozrywkowej powstałej w Nowym Jorku, bo do tego odwołuje się autor tekstu, Janusz Kondratowicz. Kluczowe jest tu zrozumienie określenia Tin Pan Alley. Sięgnięcie do zasobów Internetu uświadamia nam, że wg Wikipedii:
„To określenie grupy kompozytorów i wydawców muzyki rozrywkowej, którzy dominowali amerykańską scenę muzyczną na przełomie XIX i XX wieku.Tin Pan Alley wywodzi swoją nazwę od uliczki na Manhattanie w Nowym Jorku, położonej między Broadwayem a Szóstą Aleją, gdzie od 1885 roku koncentrowali się twórcy i wydawcy muzyki popularnej Nazwa „Tin Pan Alley” nawiązuje do charakterystycznego dźwięku fortepianów, które były intensywnie używane przez tzw. song pluggers, prezentujących nowe utwory wydawcom.
[…] Wśród czołowych twórców związanych z Tin Pan Alley byli m.in. George Gershwin, Oscar Hammerstein II, Scott Joplin i Irving Berlin”.
Dopiero kiedy to wiemy, zaczynamy rozumieć treść piosenki. A więc samolot ląduje w Nowym Jorku, w którym kursują charakterystyczne żółte taksówki i w którym jest słynna chińska dzielnica China Town. Tu ciągle żywy jest stary blues i popularni dawni mistrzowie (Nie wszyscy wielcy już przestali grać), a także tamta muzyka, którą zawsze kochał świat. Stąd też w piosence złe czarne fortepiany, o charakterystycznym dźwięku, a wciąż w sprzedaży są w witrynach nuty z pięćdziesiątych lat oraz okładki lekko zdartych płyt.

Ale Nowy Jork to muzyczny supersam, w którym można znaleźć rozmaite style i rodzaje muzyki. Choćby te, które można zagrać na sześciostrunnym instrumencie, na przykład na gitarze elektrycznej (Miasto […] zbudzi sześć śpiących strun).
Wreszcie dość tajemnicze jest przeciwstawienie twórców tradycyjnego bluesa czy jazzu pogodzie dla bogaczy. Pod takim tytułem był wyświetlany w polskiej telewizji w końcu lat 70. XX wieku amerykański serial o losach dwóch braci na tle powojennej Ameryki. I przynajmniej częściowo rozgrywał się w sferze zamożnej klasy średniej. Czy autorowi tekstu chodziło o to, że współcześnie mistrzowie tradycyjnej muzyki amerykańskiej nie mają szans w nowym bogatym społeczeństwie? A może przeciwstawia się tu coś wartościowego, muzykę dawnego Nowego Jorku, mało ambitnej współczesnej kulturze popularnej, której symbolem jest wspominany tu amerykański serial? Trudno dociec.

Dziś, po niemal czterdziestu latach od powstania tej piosenki, szczegóły zawarte w jej treści pozostają niejasne. Ale chwytliwa muzyka pozwala zapamiętać słowa refrenu, z których ułożony jest jej tytuł.