Gafy

Im więcej w życiu raf,
tym więcej strzelam gaf,
Kamyczku, ty mnie zbaw,
ja proszę.

Nie piję czarnych kaw,
nie puszę się jak paw,
a sławę wielkich sław
mam w nosie…

Ale od szkolnych ław,
miast bawić się w “pif paf”,
wtrącałam się do spraw
nie swoich.

Był w moim życiu graf,
był ktoś z Agencji CAF,
mówili mi: “I Love”,
ja – w nogi.

Nie biłam panom braw,
pytałam: “czy pan wpław
przepłynie taki staw,
jak stąd dotąd?”

Na plażach i wśród traw,
ja setki strzelam gaf,
to już nie ślepy traf,
Kamyczku, ty mnie zbaw,
o, redaktorze! Proszę –
ty mnie zbaw…

Ta żartobliwa piosenka napisana przez Agnieszkę Osiecką do programu telewizyjnego „Listy śpiewające”, a wykonywana przez popularną niegdyś piosenkarkę Hankę Konieczną,  bazuje na rymach (zwanych fachowo rymami męskimi) tworzonych przez jednosylabowe wyrazy lub formy odmiany  wyrazów o zakończeniu  –aw/-af. Autorka znalazła niemal dwadzieścia takich – czasem dość dziwnych – form i wymyśliła wcale zgrabną historię o pani, która miała kilka przygód miłosnych (i nie tylko), ale nie umie sobie z nimi poradzić, gdyż stale strzela gafy, i…No właśnie tu zaczyna się pewien kłopot. Pani dwukrotnie – na początku i na końcu swojego wyznania – zwraca się do kogoś  z prośbą czy właściwie z błaganiem: „Kamyczku, ty mnie zbaw”. Z powtórzonej prośby dowiadujemy się, że ów Kamyczek jest redaktorem (chyba w jakimś piśmie). Dziś trzeba już wyjaśnić, o kogo tu chodzi, gdyż tylko nienajmłodsi słuchacze tej piosenki mogą pamiętać tę postać. Otóż przez wiele lat w popularnym tygodniku „Przekrój” ukazywała się rubryka „Demokratyczny savoir-vivre” podpisywana „Jan Kamyczek”.  Redaktor ten odpowiadał na listy, zawierające prośby o porady w rozmaitych sprawach życia codziennego, wymagających taktu i właściwego rozwiązania, począwszy od użycia właściwych zwrotów grzecznościowych, a skończywszy na przykład na kwestiach związanych z odpowiednim ubieraniem się na określone okazje czy doborem towarzystwa na wakacje. Pod pseudonimem Jana Kamyczka ukrywała się redaktorka „Przekroju” Janina Ipohorska (1914 – 1981). Przez ponad ćwierć wieku, od roku 1947, uczyła Polaków dobrych manier w nowych powojennych czasach i realiach. Prowadzona przez nią rubryka cieszyła się ogromnym powodzeniem, toteż nic dziwnego, że bohaterka piosenki zwróciła się właśnie do niej z prośbą o poradę, jak ma unikać kolejnych gaf towarzyskich.

Na czym polegała większość tych gaf, wymienionych w prośbie,  jest jasne do dziś. Co najmniej jednak dwie wymagają chyba objaśnienia: „Był w moim życiu graf, był ktoś z agencji CAF”. Graf to tytuł już chyba rzadko używany, a nazywa – jak możemy przeczytać w internetowym „Wielkim słowniku języka polskiego” mężczyznę, „który ma tytuł arystokratyczny – dziedziczony po przodkach – pośredni między tytułem barona i margrabiego, używany w Niemczech”. No, a ten następny pan to chyba był jakiś fotograf czy fotografik, gdyż pracował a Centralnej Agencji Fotograficznej (bo tak się rozwija skrótowiec CAF). Ta instytucja  istniała w latach 1951 – 1991 i była w PRL-u jedyną agencją udostępniającą prasie swój serwis fotograficzny. Można więc powiedzieć, że pani prosząca o radę miewała dość różnorodne znajomości i w różnych okolicznościach przyrody („na plaży i wśród traw” i gdzieś nad stawem), co nieco usprawiedliwiało jej gafy.

A nam pozwoliło się to zabawić rymami na –aw/-af . Co więcej: można by tu dodać jeszcze na przykład formy: szaf, wrzaw, law, naw, straw, praw, szczaw, dław, spław, wstaw… Ale to już by było chyba za dużo, nawet jak na łowczynię gaf…

PS. A oto, dla przykładu, jedna z rad Jana Kamyczka z „Przekroju” nr 27 z roku 1955.

Jadwiga w Bydgoszczy. „Korzystając z pięknej pogody, wyjechaliśmy z mężem na wycieczkę za miasto rowerami. Byłam ubrana w granatowe szorty i białą sportową koszulkę z krótkimi rękawami. Na ulicach większość przechodniów oglądała się za mną, robiąc docinki, a jakaś pani w oknie zawołała: stara baba w krótkich spodniach na rowerze, koniec świata! Mam lat trzydzieści” – Osobie w oknie grzecznie odrzeklibyśmy: nie koniec świata, droga pani, tylko druga połowa XX wieku, więc krótkie spodnie przy rowerze całkiem na miejscu. A na docinki przechodniów nie zwracalibyśmy uwagi. Zresztą nie była chyba tych złośliwych „większość”, tylko mniejszość, a ci inni, którzy się oglądali, to pewnie z uznaniem dla tak stosownego na wycieczki stroju.